O piractwie, czyli mój sprzeciw wobec złodziejstwa

2 Komentarze

W tym wpisie wdam się w polemikę z pewnym zwolennikiem kradzieży, który udziela się na forum Klubu Miłośników Filmu. Moje odpowiedzi będę pisał pogrubionym fontem.

Straszliwie bawi mnie ignorancja zakrawająca o naiwność części bojowników forumowej cyber-rebelii.

Nie znałem określenia „cyber-rebelia”. Na szczęście Google Grafika wie jak wygląda cyber rebeliant.

Niebezpieczny cyber rebeliant
Na początek należy zaznaczyć, że człowiek jest istotą z natury upośledzoną moralnie, której należy wpoić zestaw zasad, bo inaczej gwałciłby, zabijał i kradł wszystko, co nie jest przyspawane. Ci, których udaje się wyedukować i wychować, są normalnymi obywatelami i nie krzywdzą innych. Pozostałych trzeba od czasu do czasu zlać po dupie albo wsadzić do lochu.

No dobrze, ale kto w takim razie edukuje tych wszystkich upośledzonych moralnie ludzi? Kosmici? Co do tego, że krzywdzący innych zasługują na karę to się zgadzam.

Wszelkie zasady w dzisiejszym świecie nie mają żadnej innej podstawy poza dżentelmeńską umową, której celem jest zachowanie równowagi i zapewnienie jak najbardziej przystępnych warunków życia zwykłemu obywatelowi.

Jest to mantra powtarzana przez zwolenników kradzieży. Chodzi o to, by przekonać rozmówcę, że żyjemy w najlepszym ze światów, a już na pewno w jednym z bliższych ideałowi. Do tego bezczelnie usiłuje wmówić, że każdy zawierał jakąś „dżentelmeńską umowę”, i że to dzięki niej przestrzega zasad, a nie ze strachu przed konsekwencjami jej złamania.
Codziennie, w cyrku zwanym Sejmem, głosuje się nad ustawami, których jedynym celem, według zwolennika kradzieży, jest „zachowanie równowagi i zapewnienie jak najbardziej przystępnych warunków życia zwykłemu obywatelowi”.
Gdy ten sam obywatel dostaje mandat za usiłowanie spożycia alkoholu, obywatel płaci go wyłącznie dlatego, że wcześniej zawarł „dżentelmeńską umowę”, (nie wiem z kim, chyba z policjantem) a nie dlatego, że jeśli nie zapłaci, to będzie ciągany po sądach, a w razie konieczności zostaną na nim zastosowane środki przymusu bezpośredniego.

Inaczej każdy musiałby nosić w spodniach rewolwer, by w razie potrzeby odstrzelić łeb komuś, kto uważa, że można leżeć do góry brzuchem, a później kogoś okraść. Kiedyś lenie zdychały z głodu, a ich genotyp nie był przekazywany dalej, bo stado wykluczało takie osobniki.

Bzdura, lenie i zwolennicy kradzieży mieli się (i mają się nadal) dobrze i nigdy nie zdychali z głodu, mogli więc przekazywać swoje geny dalej. Zresztą, nie wiem po co w ogóle zwolennik kradzieży o tym pisał, ponieważ, według niego, nawet gdyby nie mogli przekazywać genów, to i tak rodziliby się nowi zwolennicy kradzieży, zgodnie z zasadą, że „człowiek jest istotą z natury upośledzoną moralnie, której należy wpoić zestaw zasad, bo inaczej gwałciłby, zabijał i kradł wszystko, co nie jest przyspawane”.

Ponieważ dzisiaj staramy się dawać wszystkim równe szanse i wierzymy, że nie powinno się ucinać głów darmozjadom, powstały zasady, które regulują takie sprawy jak prawo własności, nietykalności osobistej itp., które wcale nie wynikają z biologicznych lub fizycznych cech.

W imieniu kogo pisze teraz zwolennik kradzieży? Czyżby należał on do klasy rządzącej? To by się nawet zgadzało, bo każdy przedstawiciel tej klasy jest zwolennikiem kradzieży, bo bez kradzieży nie można sprawować władzy. To naturalne, że zwolenników kradzieży ciągnie do klasy rządzącej.
To prawda, że klasa rządząca nie ucina głów darmozjadom, widocznie zachodzi tu mechanizm altruizmu krewniaczego.
Jest również prawdą, że zwolennicy kradzieży opracowali zasady regulowania praw własności, nietykalności osobistej itp. Mogą oni, w zgodzie z tymi zasadami, pozbawiać wybranych ludzi ich własności i nietykalności osobistej. Najbardziej oczywistym przykładem są podatki, czyli kradzież zgodna z zasadami zwolenników kradzieży.

Niegdyś własność nierozerwalnie powiązana była z fizycznym przedmiotem i z tego powodu zdefiniowano pojęcie kradzieży w klasycznym pojmowaniu. Wraz z rozwojem technologii, rozwinąć należy również owy termin.

Własność była powiązana z fizycznym przedmiotem do czasu, aż zwolennicy kradzieży utworzyli klasę rządzącą. Od tego momentu zwolennicy kradzieży zaczęli nazywać kradzieżą wszystko, co stało im na drodze w rządzeniu ludźmi. O człowieku chowającym uczciwie nabyty towar przed celnikami, mówi się teraz, że „okrada skarb państwa”. To samo z człowiekiem, który ma niezarejestrowaną działalność gospodarczą. Ci ludzie nikomu nic nie ukradli, oni tylko nie pozwolili się okraść. Widzimy więc, że zwolennicy kradzieży odwrócili wszystko do góry nogami i kradzieżą nazywają brak kradzieży, a kradzież nazywają „dżentelmeńską umową”.

Wielu neguje ten fakt i niczym dziecko zatyka oczy, zamyka oczy i wrzeszczy, żeby nie usłyszeć argumentów osób, które pojmują „dżentelmeńską” umowę (prawo) osób, które godzą się na rozwój technologiczny i wiążące się z nimi zmiany.

A ja jednak tracę czas i nerwy, odpisując na bełkot zwolennika kradzieży.

Gdyby udało się ukraść internet, ludzie kradli by internet- przecież on nie ma wagi, objętości. To tylko bity rozpowszechniane za darmo przez twórców za pomocą dowolnego medium transmisyjnego.

Internetu nie da się ukraść inaczej, niż kradnąc serwery, kable, anteny itd., a one mają zarówno wagę, jak i objętość.

Problem w tym, że podłączenie się do internetu wymaga podpisania umowy z dostawcą. Dostawca dostarcza nam usługę- twór abstrakcyjny, niezdefiniowany, bo to my decydujemy jaką formę przyjmie, jakie serwisy będziemy odwiedzać. Kiedyś płaciło się za bity w miesiącu, teraz już za sam dostęp bez ograniczeń ilościowych.

Napiszę to jaśniej – ta usługa to możliwość wysyłania i odbierania odpowiednich impulsów elektrycznych z sieci za pośrednictwem fizycznego łącza.

A mimo to podpięcie się na lewo do sieci (o ile uda się ominąć zabezpieczenia) będzie przestępstwem. Dlaczego? Bo nie płacisz za pracę, którą muszą wykonać zastępy ludzi zapewniających działanie sieci. A praca ta wymaga niemałej wiedzy i koordynacji działań, której 99% społeczeństwa nie posiada.

Podpięcie się bez umowy do sieci przez kabel to naruszenie własności właściciela kabla, tu sprawa jest jasna. Ale podpięcie się do sieci bezprzewodowo narusza własność tylko wtedy, gdy musimy jednocześnie dopuścić się oszustwa, czyli na przykład podać się za kogoś, kim nie jesteśmy.
Zwolennik kradzieży podaje jednak, że powodem przestępstwa jest brak zapłaty za pracę. Otóż gdyby tak było, to przestępstwem byłoby korzystanie z Wikipedii, ponieważ nie płacimy za pracę zastępom ludzi tworzących Wikipedię. Owszem, ci twórcy wiedzą, że nie dostaną zapłaty. Gdyby chcieli żeby im płacono, to podpisywaliby z użytkownikami Wikipedii umowy, tak jak podpisują ją dostawcy internetu. Więc to czy komuś musimy zapłacić, zależy od umowy, a nie od tego ile pracy ktoś wykonał.

Prostszy przykład dla opornych. Idziesz do fryzjera. Ten goli Ci głowę, a Ty nie płacisz i wychodzisz. Okradłeś go? Tak. A według rozumowania forumowych cyber-rebeliantów odpowiedź brzmi „nie”. Nie zabrałeś mu nożyczek ani fotela, a nawet zostawiłeś swoją dawną własność w postaci ściętych włosów. Zabrałeś mu za to czas i energię.

Odpowiem w imieniu przeciwników kradzieży, bo nie jestem cyber rebeliantem, nawet żadnego nie znam. Wychodząc bez płacenia łamie się niepisaną, zwyczajową umowę zawartą z fryzjerem, to wszystko.
Czas i energia nie mają tu nic do rzeczy. Wchodząc do kina bez biletu, gdy są jeszcze wolne miejsca, nie zabierasz nikomu czasu ani energii. Koszt i nakład pracy, potrzebne do wyświetlenia filmu, są dokładnie takie same, niezależnie czy na sali siedzi 99 czy 100 osób. Czy zwolennik kradzieży uważa, że wejście bez biletu do kina jest uczciwe? W końcu nie zabiera to nikomu czasu ani energii. Co jest więc ważniejsze, to jaką umowę zawierasz, czy to ile zabierasz komuś czasu i energii?

To samo tyczy się twórców oprogramowania. Producenci inwestują ciężkie pieniądze w stworzenie produktu. Gra komputerowa to graficy, motion-capture, aktorzy, scenarzyści, programiści, ich wiedza i czas liczony w roboczo-latach (czasami setkach, gdy podsumować cały zespół) spędzone przed monitorami.

Skoro zwolennik kradzieży zaczyna się powtarzać, to i ja po raz drugi przytoczę przykład Wikipedii. Twórcy Wikipedii inwestują swój cenny czas i energię. Wikipedia to nie tylko twórcy artykułów, to również programiści, koordynatorzy, graficy. Ich czas jaki spędzili przed monitorami, liczony w roboczo-latach, idzie chyba w tysiące. Tylko co z tego, skoro zapłatę ustala się zawierając umowę, a nie przeliczając roboczo-lata?

Własnością nie jest płyta CD/DVD- to jedynie prymitywne medium transmisyjne. Własnością jest produkt na niej zawarty, na który składa się energia i czas włożony w jego stworzenie.

Czyli można zabrać komuś bezkarnie płytę DVD, a w zamian dać mu kilka płyt CD-RW z tą samą zawartością (albo na odwrót)? I znowu jak mantra ta „energia i czas włożony w jego stworzenie”.

Jeśli nie stać Cię na grę lub program, to nie zagrasz, chyba że ukradniesz.

Owszem, zagram i nic nie ukradnę.

Jeśli Cię nie stać, a chciałbyś zagrać- weź się do roboty, zamiast tracić energię na strzelanie fochów, jaki to świat jest nieuczciwy, że nie pozwala Ci mieć wszystkiego za darmo.

Jeśli chciałbym zagrać, to nie będę tracił czasu na robotę, po prostu zagram. To zwolennicy kradzieży strzelają fochy, jaki to świat jest nieuczciwy, że ludzie nie chcą płacić, jeśli mogą mieć coś za darmo.

Jeśli nie rozumiesz lub nie chcesz zrozumieć tych zasad, to opuść cywilizację, która działa według wyznaczonych reguł- są dżungle, w których można zbudować sobie szałas i żyć w zgodzie z naturą, jej prawami i swoimi regułami.

Czy zwolennik kradzieży nie słyszał nic o ekologach i nie wie, że każdy skrawek lądu należy do jakiegoś państwa? Czy zwolennik kradzieży zdradzi jakiś sposób na pozbycie się obywatelstwa?

Przytoczę jeszcze jedną sprawę. Jeśli ktoś interesuje się nowoczesnymi smartphone’ami, to może wie, że rynek aplikacji mobilnych działa często na innej zasadzie. Twórcy wypuszczają swoje oprogramowania za darmo, a na części ekranu wyświetlany jest baner reklamowy. W teorii wszyscy są szczęśliwi- użytkownik nie płaci twórcy, a twórca dostaje pieniądze za wyświetlone reklamy. Jednak pojawił się problem, bo społeczeństwo nie jest w stanie przełknąć faktu, że reklama musi zostać pobrana z serwera, co wiąże sie z kosztem transmisji danych. Z tego powodu miliony użytkowników instalują aplikacje blokujące hosty odpowiedzialne za transmisję danych reklamowych. Jak widać nawet software rozdawany praktycznie za darmo, zarabiający na paczkach liczących 20-50Kb (100kB kosztuje 12gr poza abonamentem, podczas gdy z reguły użytkownicy dostają spory pakiet danych za darmo) nie ma racji bytu, bo jest sposób, żeby ominąć zasady i wpłynąć tym samo na zmniejszenie zarobków twórców.

Brawo, użytkownicy smartfonów. Na miejscu twórców tych aplikacji zająłbym się czymś, za co ludzie chcą płacić. Nie rozumiem jakim cudem ktokolwiek robi jeszcze aplikacje na smartfony. Po prostu przestańcie robić aplikacje, ludzie zaczną walić do Was drzwiami i oknami i zrzucą się na wielką przedpłatę za napisanie danej aplikacji.

Ponadto GooglePlay (sklep z aplikacjami na Androida) umożliwia testowanie pełnej wersji aplikacji przez określony czas- jeśli nie spełni ona oczekiwań użytkownika, może on ją zwrócić i otrzyma pieniądze na swoje konto. Czy zlikwidowało to zjawisko piractwa? Nie. Ludzie po prostu będą kraść, bo mogą.

Piractwo nie jest kradzieżą. Kradzieżą jest za to konfiskata komputera pirata przez policję. Policja będzie kraść, bo może.

Trzeba sobie po prostu odpowiedzieć na pytanie: czy jestem cyber-rebeliantem, który ukradnie wszystko, na co go nie stać (lub „szkoda mu pieniędzy, bo może za to kupić kratę browarów”), czy może potrafię być dżentelmenem/damą i rozumiem abstrakcyjne pojęcie umowy między dwiema osobami, którą zawiera użytkownik z twórcą. Cywilizacja oparta jest na mniej lub bardziej racjonalnych i udanych umowach. Jeśli chce się w niej żyć, trzeba je zaakceptować.

Jestem całym sercem za przestrzeganiem umów, ale gdzie niby użytkownik zawiera jakąś umowę z twórcą oprogramowania? Użytkownik może zawrzeć umowę ze sprzedawcą, gdy kupuje daną rzecz. Gdzie i z kim zawieram umowę podczas ściągania filmu z internetu?

Reklamy

Tematyka gier

Dodaj komentarz

Wpadłem na to, czym zapełnić ten blog. Nie żebym chciał go na siłę czymś zapełniać, ale to aż się samo narzuca, a ja tego do tej pory nie dostrzegałem.

Witajcie zatem, strategiczne gry multiplayer!

Jest to tematyka raczej w Polsce zanikająca, nad czym mogę jedynie ubolewać i próbować to zmienić. Może gdy zacznę tu na te tematy blogować, coś ruszy? Zobaczymy.

Której przeglądarki używać? Oto jest pytanie

Dodaj komentarz

Wielu zadaje sobie to pytanie. Dlatego takie tematy przyciągają ludzi. Może nawet zrodzi się tu jakiś flame? XD

Ja wypracowałem sobie nawyk używania kilku przeglądarek.

  1. Mozilla Firefox (lub jakiś jej klon, np. Pale Moon) jako przeglądarka główna. Powodem jest FUNKCJONALNOŚĆ. Z tymi wszystkimi dodatkami można z przeglądarki zrobić cuda o jakich biedni fanatycy Opery nie wiedzą, a wyznawcy wielkiego G muszą zadowalać się tym co twórcy dodatków zdążą skopiować z FF.
  2. Google Chrome (lub lepiej jakiś klon, np. SRWare Iron) jako przeglądarka pomocnicza. Główne jej zastosowanie to obsługa Youtube i podobnych stron, ponieważ Firefox od którejś tam wersji na moim sprzęcie ssie poważnie jeśli chodzi o odtwarzanie filmików, a uwierzcie, że przerobiłem wszystkie sposoby, jakie znalazłem w sieci i jakie sam wymyśliłem. Przeglądarki na silniku Chromium wg moich obserwacji najlepiej odtwarzają filmiki. Drugie moje zastosowanie dla nich to otwieranie stron, które nie działają na moim skonfigurowanym antyskryptowo i antyreklamowo Firefoksie. W Firefoksie mam nawet specjalny dodatek Chrome View do otwierania linków w tej pomocniczej przeglądarce.
  3. Opera (klonów jej nie znam) jako przeglądarka specjalna. To co mi się w niej podoba to szybkość i brak lagów, uważam, że pod tym względem jest ona lepsza od dwóch poprzednich. Gdy muszę hurtowo robić coś na wieeelu kartach jednocześnie, czyli non stop klikać, wtedy używam Opery. Obecnie testuję jej wbudowanego klienta poczty. Podoba mi się też, że wersja portable Opery nie śmieci plikami po systemie.

Co mnie wkurza w C/C++

Dodaj komentarz

Postanowiłem sobie popisać w C++. A po dwudziestu minutach takiego pisania uznałem, że zamiast rzucać mięchem do samego siebie, podzielę się ze światem swoimi spostrzeżeniami co do problemów, z jakimi boryka się początkujący programista.

Uwaga, jest tu trochę przekleństw, ale nie tyle, by ruszyło to przeciętnego informatyka.

#include <cstdio> // potrzebne do printf()
// mozna tez uzyc nazwy <stdio.h>
// ale niech spierdalaja, napisali, ze standard w C++ ma byc bez .h
// co za skurwysyny pisza te wszystkie podreczniki?
// tak czy siak działa i cstdio i stdio.h, ale nie samo stdio
#include <iostream> // potrzebne do cout i cin
// a to z kolei nie moze byc z .h na koncu, ani z c na poczatku, bo nie zadziala

// uzywam code:blocks, ktore automatycznie zatrzymuje program na koncu
// wiec nie musze dawac getch()

// a właśnie, zobaczę czy sronio zadziala

// o, kurwa, działa, pewnie to z jakiegoś pluginu
// zainstalowałem code::blocks ze wszystkim co było możliwe do zaznaczenia
// (działa conio.h, ale conio ani cconio nie działa)

using namespace std; // chuj wie po co to jest
// ale lepsze to niż wszędzie dopisywać std::
//chociaz bez tego i bez std:: tez dziala

int main() // a większość zjebow kaze pisac bez „int” kurwa ja pierdole
// chociaż bez int tez dziala
{

int nZmienna = 10;
int* pnWskaznik;    //  wskaźnik na zmienne typu int
pnWskaznik = &nZmienna;    // pnWskaznik odnosi się teraz do nZmienna
cout << pnWskaznik;  // otrzymamy adres do pamieci zmiennej nZmienna
printf(„\n”);
pnWskaznik++;
cout << pnWskaznik;  // otrzymamy adres dalszy o 1
printf(„\n”);
pnWskaznik++;
cout << pnWskaznik;  // otrzymamy adres dalszy o nastepne 1
printf(„\n”);
// jak widac adresy zmieniaja sie o 4, a nie o 1, ale chuj z tym
return 0; //chuj wie po co, bez tego też działa
// zeby kurwa bylo smieszniej, można też napisać „return EXIT_SUCCESS;”
// tylko wtedy trzeba dodać cstdlib lub stdlib.h
}

Nie chce mi się

Dodaj komentarz

Już mi się odechciało pisać bloga. Wpisy będą pojawiać się bardzo rzadko o ile w ogóle.

Linux – sprawdzanie pisowni

Dodaj komentarz

Po tym jak zainstalowałem Minta, zapomniałem o jednej z podstawowych rzeczy, o sprawdzaniu polskiej pisowni.

Z Firefoksem poszło łatwo, bo polski słownik jest tam dostępny jako dodatek (add-on).

LibreOffice oraz Pidgin radziły sobie tylko z językiem angielskim. Powodem musiał być fakt, że system instalowałem w angielskiej wersji językowej, a tylko układ klawiatury zmieniłem na polski.

Nie ma co się rozpisywać, rozwiązanie problemu jest proste: wystarczy zainstalować pakiet myspell-pl i w Pidginie i LibreOffice wybrać polski słownik.

Po instalacji tego pakietu, można wywalić add-on z Firefoksa, a i tak będzie sprawdzał pisownię po polsku.

Pale Moon

Dodaj komentarz

Pale Moon to fork Firefoksa.
W skrócie:

  • Istnieje tylko w wersjach pod windows.
  • Kod jest zoptymalizowany pod nowsze procesory.
  • W porównaniu do Firefoksa nie zawiera rzadko używanych funkcji: accessibility features (nawet nie wiem co to jest), parental controls (kontrola rodzicielska), ActiveX, crashreporter.
  • Mało ważne zmiany w wyglądzie, np. wbudowany addon ze statusbarem (i tak musiałem go wyłączyć, bo zachodził konflikt z innym podobnym dodatkiem, do którego się już przyzwyczaiłem), zakładki kart („taby”) pod adresem, a nie nad (to i tak można zmienić samemu po swojemu).
  • Wszystkie używane przeze mnie dodatki z Firefoksa chodzą pod Pale Moon. Synchronizacja zakładek też.

Pale Moon jest niby szybszy niż zwykły Firefox, ale nawet jeśli, to o bardzo niewiele. Główny powód dla którego można się zainteresować tym programem zostawiłem na koniec.

  • Istnieje również w wersji portable. Ta wersja, w przeciwieństwie do Firefoksa z portableapps, nie wrzuca plików do katalogu systemowego „Dane aplikacji”, a jedynie tworzy tam puste katalogi. Pamiętam jak po użyciu niemieckiej wersji FF z portableapps, zwykły zainstalowany na tym komputerze Firefox zmienił się na niemiecką wersję!

Oficjalna strona – http://www.palemoon.org/

Informacje  techniczne i kod źródłowy – http://www.palemoon.org/technical.shtml#GeekCorner

Older Entries Newer Entries