„Jesteś Bogiem – cały film Full HD ONLINE i działający :)”

Dodaj komentarz

Taki to tytuł filmiku zobaczyłem przypadkiem na YouTube. Kliknąłem, bo parę razy mignął mi na mieście billboard z reklamą filmu i chciałem się przekonać, czy dobrze zajarzyłem po tytule, że to film o Paktofonice, no i chciałem obejrzeć sobie przynajmniej fragmenty.

Okazało się, że była to prowokacja jakichś zwolenników kradzieży. Filmik to była dwugodzinna pętla jakichś urywków z pojawiającymi się napisami „idź do kina”. Filmik miał dużo wejść, a większość ocen było negatywnych.

Dowcip nagrodziłem minusem, raportem i komentarzem brzmiącym mniej więcej: „zamiast jęczeć raportujcie: spam – tekst wprowadzający w błąd”.

Co zrobili zwolennicy kradzieży, którzy wstawili filmik? Oczywiście mój komentarz usunęli i zablokowali moje konto, żebym nie mógł wstawić go drugi raz. Oczywiście bluzgi piratów przeciwko zwolennikom kradzieży mogły zostać, ale mój komentarz został potraktowany wyjątkowo poważnie, jako zagrażający zwolennikom kradzieży.

Reklamy

O piractwie, czyli mój sprzeciw wobec złodziejstwa

2 Komentarze

W tym wpisie wdam się w polemikę z pewnym zwolennikiem kradzieży, który udziela się na forum Klubu Miłośników Filmu. Moje odpowiedzi będę pisał pogrubionym fontem.

Straszliwie bawi mnie ignorancja zakrawająca o naiwność części bojowników forumowej cyber-rebelii.

Nie znałem określenia „cyber-rebelia”. Na szczęście Google Grafika wie jak wygląda cyber rebeliant.

Niebezpieczny cyber rebeliant
Na początek należy zaznaczyć, że człowiek jest istotą z natury upośledzoną moralnie, której należy wpoić zestaw zasad, bo inaczej gwałciłby, zabijał i kradł wszystko, co nie jest przyspawane. Ci, których udaje się wyedukować i wychować, są normalnymi obywatelami i nie krzywdzą innych. Pozostałych trzeba od czasu do czasu zlać po dupie albo wsadzić do lochu.

No dobrze, ale kto w takim razie edukuje tych wszystkich upośledzonych moralnie ludzi? Kosmici? Co do tego, że krzywdzący innych zasługują na karę to się zgadzam.

Wszelkie zasady w dzisiejszym świecie nie mają żadnej innej podstawy poza dżentelmeńską umową, której celem jest zachowanie równowagi i zapewnienie jak najbardziej przystępnych warunków życia zwykłemu obywatelowi.

Jest to mantra powtarzana przez zwolenników kradzieży. Chodzi o to, by przekonać rozmówcę, że żyjemy w najlepszym ze światów, a już na pewno w jednym z bliższych ideałowi. Do tego bezczelnie usiłuje wmówić, że każdy zawierał jakąś „dżentelmeńską umowę”, i że to dzięki niej przestrzega zasad, a nie ze strachu przed konsekwencjami jej złamania.
Codziennie, w cyrku zwanym Sejmem, głosuje się nad ustawami, których jedynym celem, według zwolennika kradzieży, jest „zachowanie równowagi i zapewnienie jak najbardziej przystępnych warunków życia zwykłemu obywatelowi”.
Gdy ten sam obywatel dostaje mandat za usiłowanie spożycia alkoholu, obywatel płaci go wyłącznie dlatego, że wcześniej zawarł „dżentelmeńską umowę”, (nie wiem z kim, chyba z policjantem) a nie dlatego, że jeśli nie zapłaci, to będzie ciągany po sądach, a w razie konieczności zostaną na nim zastosowane środki przymusu bezpośredniego.

Inaczej każdy musiałby nosić w spodniach rewolwer, by w razie potrzeby odstrzelić łeb komuś, kto uważa, że można leżeć do góry brzuchem, a później kogoś okraść. Kiedyś lenie zdychały z głodu, a ich genotyp nie był przekazywany dalej, bo stado wykluczało takie osobniki.

Bzdura, lenie i zwolennicy kradzieży mieli się (i mają się nadal) dobrze i nigdy nie zdychali z głodu, mogli więc przekazywać swoje geny dalej. Zresztą, nie wiem po co w ogóle zwolennik kradzieży o tym pisał, ponieważ, według niego, nawet gdyby nie mogli przekazywać genów, to i tak rodziliby się nowi zwolennicy kradzieży, zgodnie z zasadą, że „człowiek jest istotą z natury upośledzoną moralnie, której należy wpoić zestaw zasad, bo inaczej gwałciłby, zabijał i kradł wszystko, co nie jest przyspawane”.

Ponieważ dzisiaj staramy się dawać wszystkim równe szanse i wierzymy, że nie powinno się ucinać głów darmozjadom, powstały zasady, które regulują takie sprawy jak prawo własności, nietykalności osobistej itp., które wcale nie wynikają z biologicznych lub fizycznych cech.

W imieniu kogo pisze teraz zwolennik kradzieży? Czyżby należał on do klasy rządzącej? To by się nawet zgadzało, bo każdy przedstawiciel tej klasy jest zwolennikiem kradzieży, bo bez kradzieży nie można sprawować władzy. To naturalne, że zwolenników kradzieży ciągnie do klasy rządzącej.
To prawda, że klasa rządząca nie ucina głów darmozjadom, widocznie zachodzi tu mechanizm altruizmu krewniaczego.
Jest również prawdą, że zwolennicy kradzieży opracowali zasady regulowania praw własności, nietykalności osobistej itp. Mogą oni, w zgodzie z tymi zasadami, pozbawiać wybranych ludzi ich własności i nietykalności osobistej. Najbardziej oczywistym przykładem są podatki, czyli kradzież zgodna z zasadami zwolenników kradzieży.

Niegdyś własność nierozerwalnie powiązana była z fizycznym przedmiotem i z tego powodu zdefiniowano pojęcie kradzieży w klasycznym pojmowaniu. Wraz z rozwojem technologii, rozwinąć należy również owy termin.

Własność była powiązana z fizycznym przedmiotem do czasu, aż zwolennicy kradzieży utworzyli klasę rządzącą. Od tego momentu zwolennicy kradzieży zaczęli nazywać kradzieżą wszystko, co stało im na drodze w rządzeniu ludźmi. O człowieku chowającym uczciwie nabyty towar przed celnikami, mówi się teraz, że „okrada skarb państwa”. To samo z człowiekiem, który ma niezarejestrowaną działalność gospodarczą. Ci ludzie nikomu nic nie ukradli, oni tylko nie pozwolili się okraść. Widzimy więc, że zwolennicy kradzieży odwrócili wszystko do góry nogami i kradzieżą nazywają brak kradzieży, a kradzież nazywają „dżentelmeńską umową”.

Wielu neguje ten fakt i niczym dziecko zatyka oczy, zamyka oczy i wrzeszczy, żeby nie usłyszeć argumentów osób, które pojmują „dżentelmeńską” umowę (prawo) osób, które godzą się na rozwój technologiczny i wiążące się z nimi zmiany.

A ja jednak tracę czas i nerwy, odpisując na bełkot zwolennika kradzieży.

Gdyby udało się ukraść internet, ludzie kradli by internet- przecież on nie ma wagi, objętości. To tylko bity rozpowszechniane za darmo przez twórców za pomocą dowolnego medium transmisyjnego.

Internetu nie da się ukraść inaczej, niż kradnąc serwery, kable, anteny itd., a one mają zarówno wagę, jak i objętość.

Problem w tym, że podłączenie się do internetu wymaga podpisania umowy z dostawcą. Dostawca dostarcza nam usługę- twór abstrakcyjny, niezdefiniowany, bo to my decydujemy jaką formę przyjmie, jakie serwisy będziemy odwiedzać. Kiedyś płaciło się za bity w miesiącu, teraz już za sam dostęp bez ograniczeń ilościowych.

Napiszę to jaśniej – ta usługa to możliwość wysyłania i odbierania odpowiednich impulsów elektrycznych z sieci za pośrednictwem fizycznego łącza.

A mimo to podpięcie się na lewo do sieci (o ile uda się ominąć zabezpieczenia) będzie przestępstwem. Dlaczego? Bo nie płacisz za pracę, którą muszą wykonać zastępy ludzi zapewniających działanie sieci. A praca ta wymaga niemałej wiedzy i koordynacji działań, której 99% społeczeństwa nie posiada.

Podpięcie się bez umowy do sieci przez kabel to naruszenie własności właściciela kabla, tu sprawa jest jasna. Ale podpięcie się do sieci bezprzewodowo narusza własność tylko wtedy, gdy musimy jednocześnie dopuścić się oszustwa, czyli na przykład podać się za kogoś, kim nie jesteśmy.
Zwolennik kradzieży podaje jednak, że powodem przestępstwa jest brak zapłaty za pracę. Otóż gdyby tak było, to przestępstwem byłoby korzystanie z Wikipedii, ponieważ nie płacimy za pracę zastępom ludzi tworzących Wikipedię. Owszem, ci twórcy wiedzą, że nie dostaną zapłaty. Gdyby chcieli żeby im płacono, to podpisywaliby z użytkownikami Wikipedii umowy, tak jak podpisują ją dostawcy internetu. Więc to czy komuś musimy zapłacić, zależy od umowy, a nie od tego ile pracy ktoś wykonał.

Prostszy przykład dla opornych. Idziesz do fryzjera. Ten goli Ci głowę, a Ty nie płacisz i wychodzisz. Okradłeś go? Tak. A według rozumowania forumowych cyber-rebeliantów odpowiedź brzmi „nie”. Nie zabrałeś mu nożyczek ani fotela, a nawet zostawiłeś swoją dawną własność w postaci ściętych włosów. Zabrałeś mu za to czas i energię.

Odpowiem w imieniu przeciwników kradzieży, bo nie jestem cyber rebeliantem, nawet żadnego nie znam. Wychodząc bez płacenia łamie się niepisaną, zwyczajową umowę zawartą z fryzjerem, to wszystko.
Czas i energia nie mają tu nic do rzeczy. Wchodząc do kina bez biletu, gdy są jeszcze wolne miejsca, nie zabierasz nikomu czasu ani energii. Koszt i nakład pracy, potrzebne do wyświetlenia filmu, są dokładnie takie same, niezależnie czy na sali siedzi 99 czy 100 osób. Czy zwolennik kradzieży uważa, że wejście bez biletu do kina jest uczciwe? W końcu nie zabiera to nikomu czasu ani energii. Co jest więc ważniejsze, to jaką umowę zawierasz, czy to ile zabierasz komuś czasu i energii?

To samo tyczy się twórców oprogramowania. Producenci inwestują ciężkie pieniądze w stworzenie produktu. Gra komputerowa to graficy, motion-capture, aktorzy, scenarzyści, programiści, ich wiedza i czas liczony w roboczo-latach (czasami setkach, gdy podsumować cały zespół) spędzone przed monitorami.

Skoro zwolennik kradzieży zaczyna się powtarzać, to i ja po raz drugi przytoczę przykład Wikipedii. Twórcy Wikipedii inwestują swój cenny czas i energię. Wikipedia to nie tylko twórcy artykułów, to również programiści, koordynatorzy, graficy. Ich czas jaki spędzili przed monitorami, liczony w roboczo-latach, idzie chyba w tysiące. Tylko co z tego, skoro zapłatę ustala się zawierając umowę, a nie przeliczając roboczo-lata?

Własnością nie jest płyta CD/DVD- to jedynie prymitywne medium transmisyjne. Własnością jest produkt na niej zawarty, na który składa się energia i czas włożony w jego stworzenie.

Czyli można zabrać komuś bezkarnie płytę DVD, a w zamian dać mu kilka płyt CD-RW z tą samą zawartością (albo na odwrót)? I znowu jak mantra ta „energia i czas włożony w jego stworzenie”.

Jeśli nie stać Cię na grę lub program, to nie zagrasz, chyba że ukradniesz.

Owszem, zagram i nic nie ukradnę.

Jeśli Cię nie stać, a chciałbyś zagrać- weź się do roboty, zamiast tracić energię na strzelanie fochów, jaki to świat jest nieuczciwy, że nie pozwala Ci mieć wszystkiego za darmo.

Jeśli chciałbym zagrać, to nie będę tracił czasu na robotę, po prostu zagram. To zwolennicy kradzieży strzelają fochy, jaki to świat jest nieuczciwy, że ludzie nie chcą płacić, jeśli mogą mieć coś za darmo.

Jeśli nie rozumiesz lub nie chcesz zrozumieć tych zasad, to opuść cywilizację, która działa według wyznaczonych reguł- są dżungle, w których można zbudować sobie szałas i żyć w zgodzie z naturą, jej prawami i swoimi regułami.

Czy zwolennik kradzieży nie słyszał nic o ekologach i nie wie, że każdy skrawek lądu należy do jakiegoś państwa? Czy zwolennik kradzieży zdradzi jakiś sposób na pozbycie się obywatelstwa?

Przytoczę jeszcze jedną sprawę. Jeśli ktoś interesuje się nowoczesnymi smartphone’ami, to może wie, że rynek aplikacji mobilnych działa często na innej zasadzie. Twórcy wypuszczają swoje oprogramowania za darmo, a na części ekranu wyświetlany jest baner reklamowy. W teorii wszyscy są szczęśliwi- użytkownik nie płaci twórcy, a twórca dostaje pieniądze za wyświetlone reklamy. Jednak pojawił się problem, bo społeczeństwo nie jest w stanie przełknąć faktu, że reklama musi zostać pobrana z serwera, co wiąże sie z kosztem transmisji danych. Z tego powodu miliony użytkowników instalują aplikacje blokujące hosty odpowiedzialne za transmisję danych reklamowych. Jak widać nawet software rozdawany praktycznie za darmo, zarabiający na paczkach liczących 20-50Kb (100kB kosztuje 12gr poza abonamentem, podczas gdy z reguły użytkownicy dostają spory pakiet danych za darmo) nie ma racji bytu, bo jest sposób, żeby ominąć zasady i wpłynąć tym samo na zmniejszenie zarobków twórców.

Brawo, użytkownicy smartfonów. Na miejscu twórców tych aplikacji zająłbym się czymś, za co ludzie chcą płacić. Nie rozumiem jakim cudem ktokolwiek robi jeszcze aplikacje na smartfony. Po prostu przestańcie robić aplikacje, ludzie zaczną walić do Was drzwiami i oknami i zrzucą się na wielką przedpłatę za napisanie danej aplikacji.

Ponadto GooglePlay (sklep z aplikacjami na Androida) umożliwia testowanie pełnej wersji aplikacji przez określony czas- jeśli nie spełni ona oczekiwań użytkownika, może on ją zwrócić i otrzyma pieniądze na swoje konto. Czy zlikwidowało to zjawisko piractwa? Nie. Ludzie po prostu będą kraść, bo mogą.

Piractwo nie jest kradzieżą. Kradzieżą jest za to konfiskata komputera pirata przez policję. Policja będzie kraść, bo może.

Trzeba sobie po prostu odpowiedzieć na pytanie: czy jestem cyber-rebeliantem, który ukradnie wszystko, na co go nie stać (lub „szkoda mu pieniędzy, bo może za to kupić kratę browarów”), czy może potrafię być dżentelmenem/damą i rozumiem abstrakcyjne pojęcie umowy między dwiema osobami, którą zawiera użytkownik z twórcą. Cywilizacja oparta jest na mniej lub bardziej racjonalnych i udanych umowach. Jeśli chce się w niej żyć, trzeba je zaakceptować.

Jestem całym sercem za przestrzeganiem umów, ale gdzie niby użytkownik zawiera jakąś umowę z twórcą oprogramowania? Użytkownik może zawrzeć umowę ze sprzedawcą, gdy kupuje daną rzecz. Gdzie i z kim zawieram umowę podczas ściągania filmu z internetu?