Linux – sprawdzanie pisowni

Dodaj komentarz

Po tym jak zainstalowałem Minta, zapomniałem o jednej z podstawowych rzeczy, o sprawdzaniu polskiej pisowni.

Z Firefoksem poszło łatwo, bo polski słownik jest tam dostępny jako dodatek (add-on).

LibreOffice oraz Pidgin radziły sobie tylko z językiem angielskim. Powodem musiał być fakt, że system instalowałem w angielskiej wersji językowej, a tylko układ klawiatury zmieniłem na polski.

Nie ma co się rozpisywać, rozwiązanie problemu jest proste: wystarczy zainstalować pakiet myspell-pl i w Pidginie i LibreOffice wybrać polski słownik.

Po instalacji tego pakietu, można wywalić add-on z Firefoksa, a i tak będzie sprawdzał pisownię po polsku.

Reklamy

LXDE – autostart

Dodaj komentarz

Mój Linux Mint 12 ciągle jest na chodzie bez żadnej awarii. Nieśmiało zacząłem marzyć o skonfigurowaniu go po swojemu. Na początek autostart. W windowsie skopiowałbym skróty do autostartu i tyle. A jak to wygląda w linuksie?

Wpisałem w wyszukiwarce „linuxmint autostart”. Od razu rzuca się w oczy text „Autostart skrypt – Forum Linux Mint. Witam po setkach bojów poddałem się. Jak w tym systemie się dodaje skrypt aby wystartował po załadowaniu systemu.”

Ale zaraz niżej zauważam dość obiecujący wynik. Wg niego należy uruchomić program “Startup  Applications”. Nie mam takiego czegoś w menu start (a raczej odpowiedniku windowsowskiego start), a przejrzałem wszystkie kategorie (podział na kategorie to też temat na osobny wpis).

Odpalam Synaptic, bo to chyba jedyny sposób, by dowiedzieć się co mam w ogóle zainstalowane. Szukam w nim frazy „startup”. Nic ciekawego nie znalazłem. Wpisałem „autostart” i… bingo.

Pakiet: lxsession-edit. Opis: configures which applications start up automatically in LXDE. Jest już zainstalowany.

Ale nie ma go w menu! Odpalam przez terminal.

Jest. W górnej belce jest napisane Desktop Session Settings. Sprawdzam jeszcze raz menu start. Jest w kategorii Preferences. Zagadka rozwiązana.

Tylko że jest problem. W tym programie nie można dodać nic swojego, a jedynie zaznaczać i odznaczać przygotowane tam wcześniej programy czy usługi. Kompletnie nieprzydatne dla mnie w tym momencie.

Postanowiłem wyszukać rozwiązanie dla środowiska LXDE, a nie dla Linux Mint. Znalazłem w końcu to: http://wiki.lxde.org/en/LXSession.

W katalogu ~/.config stworzyłem katalog lxsession. W nim katalog LXDE, a w nim plik autostart. W pliku wpisałem w kolejnych wierszach komendy do wybranych programów.

DZIAŁA. Mission accomplished.

Linux Mint 12 – pierwsza aktualizacja

Dodaj komentarz

Zauważyłem, że procesor czasem bywa zajęty w 100%, pozornie bez powodu. Poznałem to, bo na szczęście LXDE (używam środowiska LXDE, ponieważ GNOME 3 nie nadaje się do niczego; to zresztą temat na oddzielny wpis) ma domyślnie „CPU usage monitor” na pasku zadań. W windowsie nacisnąłbym crtl+alt+delete i sprawdził procesy. Tutaj odpalam terminal i wydaję polecenie:
top
update-apt-xapi

Tak znalazłem winnego: update-apt-xapi. Nie pokazało się żadne powiadomienie – nic, tylko to coś w tle. Po kilku minutach samo się wyłączyło.

Czym jest  update-apt-xapi? Internet mówi, że to pakiet update-apt-xapian-index, który indeksuje pakiety, celem przyśpieszenia ich wyszukiwania.

Dobra, niech tam będzie, ale jeśli będzie odpalało się tak często, to w końcu to wyłączę, bo wolę już wolniejsze wyszukiwanie, niż szalejące, nie wiadomo kiedy, procesy w tle. Pewnie gdybym oglądał akurat filmik na youtube, albo w coś grał, to by mi nieźle zmuliło kompa i bym się wkurzył. (EDIT: albo i nie, bo NI, czyli „nice” jest ustawiony dla procesu na 19 – a im wartość ta jest większa, tym priorytet mniejszy).

To mi przypomniało o aktualizacji systemu (konkretnie to słowo „update”). Odpalam Update Menagera. 239 MB do pobrania. Wiem, że system może tego nie przeżyć, mimo to klikam w Install Updates.

System przeżył, ale pewnie dlatego, bo jądro jest te same. Firefox 7 przeskoczył od razu do wersji 9.

Linux Mint 12 – instalacja

Dodaj komentarz

Myślę, że ten wpis będzie pierwszym z serii wpisów o systemach Linux.

Mint 12 mieści się na jednej płycie DVD (1,1 GB). Ja do Linuksów używam zaledwie kilku płyt typu RW i gdy wychodzi nowsza wersja jakiejś dystrybucji, kasuję starą, a nagrywam nową wersję.

Płyta uruchamia się jako live DVD, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu podczas instalacji systemu nie musimy się nudzić, tylko możemy korzystać z komputera. Z systemu live łatwo też możemy naprawiać system, co w moim przypadku oznacza zazwyczaj reinstalację GRUB-a, po zchrootowaniu się do systemu, albo korzystanie z programu GParted.

Właściwa instalacja systemu

Jako język systemu wybieram angielski, bo nie lubię mieć połowy rzeczy po polsku a połowy po angielsku. Kiedyś używałem polskich lokalizacji, ale gdy któregoś kolejnego razu, gdy w konsoli pojawiło się do wyboru T/N  a i tak musiałem wpisywać „y”, bo „t” nie działało, uznałem, że to nie ma sensu.

Automatycznemu partycjonowaniu nie ufam ani trochę, wiec wybieram opcję ręczną.

Przyzwyczaiłem się już do tego, że system nazywa mój dysk „sda”, chociaż to nie jest SATA. Do tego, że /mnt/ poszło w odstawkę na rzecz  /media/ także. I również do tego, że nowsze systemy niechętnie patrzą na instalację bootloadera gdzie indziej niż w MBR.

Strefę czasową, układ klawiatury i nazwy userów, wybieramy już w czasie, gdy system się instaluje. Sprytne rozwiązanie skracające czas instalacji.

Nie szyfruję katalogu /home, bo jest to zabugowane i nie wiedząc o tym, musiałem kilka razy reinstalować linuksa. Zresztą od szyfrowania to ja mam Truecrypt.

Podczas instalacji oglądamy reklamowy slideshow. Mamy nawet kontrolę nad wyświetlaniem! Ale i tak nic już nie pobije windowsowego hasła „nowy ekscytujący wygląd”.

Po skopiowaniu plików system zaczął ściągać z netu language packs.  Instalacja przedłużyła się o około 15 minut. Takie coś nie powinno mieć miejsca. W ogóle co to za bezsens, wybrałem język angielski, a nawet gdybym wybrał chiński, to przecież pliki językowe nie powinny tyle ważyć.

Pierwsze uruchomienie

GRUB prawdopodobnie jakoś się odpalił, ale go nie widziałem. Monitor za to wywalił komunikat o nieoptymalnej rozdzielczości.  Linux sam się uruchomił, prawdopodobnie dopiero przez timer, bo wciskałem enter i nie zareagował.

No to konsola i

sudo gedit /etc/default/grub

dodałem wpis (a raczej go „odkomentowałem”)

GRUB_GFXMODE=800x600

Pozmieniałem tam przy okazji kilka innych rzeczy.

I w konsoli:

sudo update-grub

Mogłem się w końcu cieszyć działającym linuksem.